środa, 20 sierpnia 2014

Wspomnienia z Taize

Z tego co mi wiadomo około 70 osób z diecezji bielsko - żywieckiej odwiedziło wioskę Taizé tego lata. Niektórzy planują jeszcze pojechać we wrześniu. Dzisiaj Basia Kotarba chce podzielić się z nami swoim świadectwem i przeżyciami z tygodnia na wzgórzu w Taizé. Oto jej relacja: "O marzenia trzeba czasem zawalczyć. Tak było i w tym wypadku kilka lat walki i czekania, ale Pan Bóg w takich marzeniach umie dopomagać Po całonocnej podróży z Wrocławia do Francji około niedzielnego południa 10 sierpnia autokar minął tabliczkę z napisem TAIZÉ. Dla mnie osobiście był to moment niesamowitej radości i emocji Po przyjeździe każdy z nas ruszył w swoją stronę… no może nie tak od razu na placu boju została bowiem grupka niepewnie rozglądających się osóbek, które podobnie jak ja na burgundzką ziemię zawitały po raz pierwszy. Na szczęście znalazły się dobre dusze które przygarnąwszy nas pod swe skrzydła szybko nam pokazały co i jak. Bagaże odstawione no to ruszamy...pierwszy rekonesans po okolicy i pierwsza próba w grupie pracy przy segregacji i układaniu kartek na modlitwę. Po chwili wesołej pracy ruszyliśmy dalej ... pierwszy spacer po tej maleńkiej wiosce… łzy radości przy grobie brata Rogera. Nareszcie powitanie i zakwaterowanie, a w między czasie serdeczne powitanie przez brata Marka oraz brata Wojtka i siostrę Ewę. Pierwsze stanie w kolejce po kolację i pierwsze skojarzenie, że na ESM jest tak samo i szeroki uśmiech sam wskoczył mi na twarz Pierwsza wspólna modlitwa i łzy radości z tego że Pan Bóg spełnia nawet te najbardziej szalone marzenia Poniedziałkowy ranek powitał nas słońcem. Po porannej modlitwie ruszyliśmy na śniadanie i.... kolejne zaskoczenie mianowicie w Taizé na śniadanie codziennie oprócz niedzieli jest bagietka z dwoma kostkami czekolady i z masłem. Tu pojawiło się pytanie " hm, ale jak ja to mam zjeść? " - uwierzcie bez noża. Odpowiedź na to pytanie nie jest taka oczywista. Po śniadaniu pierwsze wprowadzenie biblijne i spotkanie w międzynarodowej grupie. Po południowej modlitwie i obiedzie pierwsze spotkanie odnośnie pracy a był nią chór. Po dwóch godzinach próby w chórze w końcu chwila dla siebie. Później kolacja następnie wspólna modlitwa wieczorna i czuwanie na modlitwie kanonami. Dlaczego tak dokładnie opisałam pierwszy dzień w Taizé? Dlatego, abyś Ty drogi czytelniku mógł mieć obraz jak wygląda tam dzień. Każdy dzień w Taizé mijał nam niby tak samo. Ten sam schemat dnia jednak...Pan Bóg miał swoje plany. Każdego dnia przekonywałam się, że Jezus działa i że wciąż czuwa nade mną. Każdego wieczoru po modlitwie wieczornej mogliśmy zostać w kościele na czuwaniu. Uwielbiałam te chwile spędzone na modlitwie. Nie spodziewałam się, że prosząc Jezusa o kapłana bym mogła iść do spowiedzi dostane dwóch do wyboru Niesamowitym wieczorem był piątek. W czasie modlitwy wieczorem byliśmy świadkami przyjęcia do wspólnoty nowego brata i obłóczyn Kiedy po modlitwie bracia wystawili Krzyż do wspólnej adoracji wiedziałam już że będzie to inny wieczór niż wszystkie inne. Kiedy udało mi się dojść do Krzyża łzy same popłynęły mi po twarzy. Długo nie potrafiłam się uspokoić. Ten tydzień był niby taki sam jak każdy. Dla mnie był to jednak niesamowity czas. Czas naładowania duchowych baterii, czas zbliżenia się do Boga oraz drugiego człowieka. Nie sądziłam, że tak bardzo ten czas mnie zmieni. Jeśli nie byliście nigdy w wiosce Taizé to nie wahajcie się! Bóg ma różne drogi by dotrzeć do człowieka. Wyjeżdżając z Taizé wielu z nas płakało jak bobry jednak z postanowieniem: "wrócimy tu za rok". Za ten czas Chwała Panu chciałabym też napisać Wam kanon który niesamowicie mnie złapał za serce: " Bóg Jest Miłością miejcie odwagę żyć dla Miłości! Bóg Jest Miłością nie lękajcie się!" Jeszcze coś chcę dodać dla tych co to będą czytać. Jeśli byliście choć raz na ESM to musicie w końcu przyjechać na wzgórze Taizé". autorka: Basia Kotarba

Brak komentarzy: