środa, 19 sierpnia 2009

"Do Taize przybywa się jak do Źródła" - JPII




Jak Wam wszystkim wiadomo razem z Bartkiem pojechaliśmy na Tydzień do Taizé. Nasza podróż zaczęła się 1 sierpnia i trwa do teraz - przynajmniej moja :)
Bartek pewno umieści swoją wersję przeżyć, ale co się tyczy mojej osoby to naprawdę trudno mi opisać to czego doświadczyłam. Dlatego pozwoliłam sobie zapożyczyć tekst napisany przez Bruno Frappat, a umieszczony na oficjalnej stronie Wspólnoty z Taizé (prawa autorskie: copyright © Ateliers et Presses de Taizé, 71250 Taizé, France) - www.taize.fr Pozdrawiam wszystkich, których poznałam w Taize. Dziękuje Wam za ten czas :)



"Taizé – dwie krótkie, niemal suche sylaby, które wypowiedziane nie wybrzmiewają długo, jak dźwiękowy znak interpunkcyjny. Nazwa zagęszczająca najważniejsze, nazwa, która zbiera w całość niewyrażalne. Taizé - aby przybywać w ciszy, Taizé by mówić do siebie. Taizé do którego przez blisko dwie trzecie wieku przybywają dziesiątki tysięcy, setki tysięcy. Taizé – z którego wyjeżdża się napełnionym niewidzialnym, Taizé dla pokoleń. Z dala od Taizé w tym, który tam przebywał jest zawsze ślad Taizé. Świetliste chwile, cisza- do której- myślałeś nie jesteś zdolny, ślady bezimiennych przyjaźni, oczy niemal zbyt rozjaśnione by być ludzkie, niezliczone, często pełne młodości twarze, głębokie poczucie, tak często negowanego sensu życia. Ślady innych i twoje. Wszyscy mamy trochę Taizé w głębi naszych serc. Wszyscy mamy w zawikłanych zakamarkach naszej pamięci chwile spędzone w Taizé w różnych terminach, chwile, które nakładają się na siebie. Kręte drogi Burgundii, złote światło na wzgórzach, kiedy przyroda wyczekuje deszczu wciąż odkładającego swoje przybycie, kamienne domy, które wydaje się że stoją tutaj całą wieczność, dzwony, które nie przerywają ciszy lecz ją nie nachalnie podkreślają. Przyjęcie, służba, znane i rozpoznawane pieśni, ikony, kolorowy pokój w Kościele Pojednania. Każdy, kto choć raz przybył do Taizé zawsze mówi, że powinien tu wrócić. I każdy, mówiąc to sobie i zaniedbując te postanowienia wie, nigdy nie zapomina, ze Taizé istnieje, jest tam, nieco na uboczu wielkich szaleństw tego świata, osiągalne pełniące jakby dyżur na ziemi. Wieczna latarnia w oceanie, wzburzonej, borykającej się z problemami ludzkości, czuwa pośród nocy wiadomości, tragedii zbiorowych i osobistych. Stres, ambicje i sprzeczki, bitwy o różne sprawy, obsesje pieniądza i władzy, niepewność, co do uczuć, zmienność więzi, bezmyślność mód, paplanina o drobnostkach w mediach wszystko to żyje swoim życiem, z dala od Taizé, ryczy robiąc furorę z dala od tego uświęconego wzgórza i zanika tutaj. Pojednanie? Tak. Lecz najpierw ze sobą, lub przynajmniej z tą częścią siebie, która we właściwej chwili, kiedy burze zagrażają życiu mówi ci: to wystarczy, teraz trochę ciszy, słuchaj, co mówi do ciebie w ciszy. Słuchaj, kto do ciebie mówi".

4 komentarze:

CLICNOTÍCIAS AMAZÔNIA pisze...

http://clicnoticias.blogspot.com/

Sylwia pisze...

OOOooo... napisałaś jak natchniona. Widać, że źródełko jest szczodre i czerpiesz z niego pełnymi garściami.

Sylwia pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
puma27a pisze...

Syla to nie jest mój tekst. Jego autorem jest Bruno Frappat :)Nie mam takiego daru...