poniedziałek, 27 lipca 2009

Ukraińskie wspomnienia :)

Nasza podróż rozpoczęła się 8 lipca kiedy to każde z członków ekipy dotarło na różne sposoby do Katowic skąd mieliśmy wyjechać do Przemyśla. Jako, że do pierwotnego odjazdu pociągu mięliśmy więcej niż trochę czasu poszliśmy do kina na film „Koko” (chłopcy po nim marudzili, dziewczyną się podobał…a zainteresowanym mogę dodać, że to dopiero I część o losach Koko Chanel). Pewno wiecie, że trafiliśmy na nienajlepszy czas dla polskiej kolei…przez rzekome zalanie torów na trasie z Wrocławia mieliśmy jedyne 180 minut z hakiem opóźnienia. Każdy z nas zaliczył więc spanie na dworcu katowickim – nieźle było przyznam szczerze.
W naszą podróż wyruszyliśmy o 4:20. W Przemyślu złapaliśmy busika do Medyki gdzie pieszo pokonaliśmy przejście graniczne. I to tutaj przekonaliśmy się, że nie będzie tak miło i przyjemnie jak początkowo myśleliśmy. Nie dość, że zostaliśmy potraktowani jak gorszy gatunek to swoje też musieliśmy wysłuchać od Ukraińców i celników. Dzięki radą lokalnej „mrówki” dotarliśmy do Lwowa marszutką nie ponosząc jakichś bajońskich sum.
Żeby Was nie zanudzać moja epopeją wypiszę tylko najważniejsze tudzież najfajniejsze rzeczy które robiliśmy i widzieliśmy:
1. Mieszkaliśmy w Retro Hostelu Shevchenko – wiele by o tym miejscu można było opowiadać – jednym słowem POLECAMY
2. Mc Donald’s – nasze podstawowe źródło – kawy, wody i toalety :)
3. Zasmakowaliśmy lokalnej kuchni zasugerowanej przez przewodniki, ale tak naprawdę poczuliśmy się usatysfakcjonowani kiedy w ostatnim dniu znaleźliśmy Ziemniaczaną Chatę – miejsce polecane przez koleżankę Eli – dziękujemy jej bardzo!
4. Łyknęliśmy trochę kultury – pierwszego wieczoru wybraliśmy się do Opery na Narzeczoną Cara – ogólnie wrażenia z Opery jako budynku rewelacyjne, jest po prostu piękna. Natomiast co do spektaklu to nie mogę się wypowiadać zbytnio gdyż przespałam połowę pierwszego aktu, a drugi spędziłam na wlewaniu w siebie kofeiny aby chociaż przetrwać trzeci akt (padłam po podróży)… trzeci akt był fantastyczny.
5. Zwiedziliśmy cały Lwów w szerz i wzdłuż - Andrzej spisał się jak zwykle doskonale
6. Mieliśmy dwie wycieczki poza miasto. Do Oleska - zaliczyliśmy zdobywanie zamków i do Krechowa – rewelacyjne miejsce pod względem kontemplacyjnym. Dodatkową atrakcją był w okolicy piękny park narodowy.
7. To co mają Ukraińcy, a czego nie ma w Polsce? To Cola o smaku waniliowym i hot dogi o gigantycznych rozmiarach w szerz i nie zliczenie dobrej zawartości dodatków.
8. Wracając nie ominęło nas „trzepanie” na granicy.
9. W drodze powrotnej zwiedziliśmy jeszcze Przemyśl – „mały Lwów”.

Ogólne wrażenia: świetnie
Szczegółowe wrażenia: rewelacyjnie

To by było na tyle w wielkim skrócie. Myślę, że reszta ekipy w komentarzach dopisze coś jeszcze od siebie.
Mamy także nadzieję, że reszta kończ autobusu na Taize podzieli się swoimi wakacyjnymi przygodami.
Do zobaczenia