niedziela, 4 stycznia 2009

To dopiero początek :)

Nie należy się smucić, że coś się skończyło, ale należy się cieszyć, że w ogóle miało miejsce :) Teraz od nas zależy co zrobimy dalej z tymi przeżyciami, doświadczeniami, które tam zostały w nas poruszone. Podładowaliśmy baterie, ale musimy się dzielić tą energia z innymi. Nie wolno nam jej zatrzymać tylko dla siebie. Spróbujmy zainteresować, „zarazić” naszych znajomych tak jak kiedyś ktoś zrobił to z nami.


Kolejny etap Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię wymagał od niejednego z nas wyrzeczeń. Od nas przybywających do Brukseli czasu, pieniędzy, siły, chęci, otwartości na Boga i ludzi. Od mieszkańców Brukseli dokładnie tego samego. Niesamowite jest to jak obcy ludzie otwierają się na pielgrzymów, jak są ciekawi nas, naszych rodzinnych stron. Chciałam tutaj podziękować Wandzie i Firminowi, którzy przyjęli nas tak serdecznie, że słowami nie sposób wyrazić radości i wdzięczności za okazane serce i zrozumienie. Dobroć, która od nich biła była tak naturalna i piękna, że jedynym logicznym wytłumaczeniem jest to, że my w nich, a Oni w nas rozpoznali obecność Boga.


Poza tym cudownym doświadczeniem jest to, że w jednym miejscu możemy spotkać tylu młodych ludzi dla których wiara i Bóg są priorytetem w dzisiejszych czasach. Pomimo tego co nam się wmawia za pośrednictwem mediów. My nie chcemy podziałów, my chcemy jedności, wspólnoty – communio. My nie szukamy różnic tylko podobieństw. Bardzo prosty przykład mi się przypomina. Podczas zabawy Święta Narodów, polski taniec tłumaczony Niemcom: „pięta, palce, raz, dwa, trzy…” na co oni „ aha hacken, spitzen, eins, zwei, drei…” do tego jeszcze dołączmy uśmiech i chęci, a sukces murowany. Najważniejsze w tym wszystkim jest zachowanie prostoty umysłu i serca. A wspólna modlitwa jest dopełnieniem i potwierdzeniem tych naszych poglądów i poczynań.


Summa summarum spędziłam z Wami cudowny czas w Brukseli za co dziękuję Panu i całej grupie :)


Pozdrawiam wszystkich spotkanych i niespotykanych w Brukseli

1 komentarz:

Bartek i jego gruby rudy kot pisze...

No w końcu jest i Anna na blogu. Wlikomen ;)

Masz racje powrót do swoich środowisk to dpiero początek. Moze własnie mówić o tym niezwykłym czasie.

Ja pamiętam że mnie zawsze uczono że w życiu nie ma nic za darmo, na wszytko musisz sbobie zapracować zasłużyć, wyuczyć, wywalczyć itp.

A tutaj ktoś mnie przyjmuje pod swój dach i przez 5 dni dzieli ze mna swoje życie, do tego karmi. To na serio daje do myślenia i zmienia zapatrywanie na życie.

i na koniec chce dodać, że to ja tańczyłem z tą Niemką, która wyskoczyla: hacken spitzen ein zwei drei. Rozbawiło mnie to mocno. :) (musiałem to dodać)