środa, 7 stycznia 2009

moja pierwsza refleksja:)

Nareszcie mogę podzielić się moimi spostrzeżeniami w tym miejscu! Refleksji jest naprawdę bardzo wiele, jednak moje odczucia trudno wyrazić w słowach.
...chciałabym zacząć od końca, tzn. od soboty, już w domu, nie w Brukseli, nie na końcu autobusu...obudziłam się o 12.30, było mi dziwnie, czułam, że czegoś mi brakuje, a jednocześnie miałam wrażenie, że coś zyskałam...wyjatkowego i potrzebnego w moim życiu!...od razu chciałam wszystko zapisać, ale wiedziałam, że będzie to trudne... rozpoczęłam dzień z tysiącem myśli w głowie, wspomnień świeżych, intymnych, osobistych...myślałam o Pani Janssen i o jej wielkim sercu, o uroczym, przytulnym mieszkanku, w którym czułam się po prostu bezpiecznie, wspominałam parafię Saint Famille...przyjazne twarze, ciepłe spojrzenia, szczere uśmiechy, wymowne gesty, delikatne brzmienia, słowa płynące prosto z serca, myslałam o tysiącach i o każdym z osobna, o sobie i o nim, o tym , że wszyscy przybyliśmy do tego miejsca i spotkalismy się W JEDNYM CELU!
W Brukseli, po raz kolejny, uświadomiłam sobie, że Pan Bóg przychodzi do nas w drugim człowieku, że w ten sposób, za posrednictwem ciebie i mnie, możemy Go kontemplować, "dotykac", "smakować" i tego doświadczyłam najmocniej!

1 komentarz:

Bartek pisze...

O tak z tym smakowaniem Pana Boga poprzez bliźnich, to szczególnie miła sprawa. Nasza rodzina zrobiła pyszny obiad. To było smakowanie Pana Boga w ich dobroci i talencie kucharskim, no i w towarzystwie.