sobota, 10 stycznia 2009

Migawki

Trzy razy zabierałam się do napisania tego posta. Chciałam napisać o energii, jaką czuję i o tym, że boję się ją stracić. Potem chciałam opowiedzieć o szkole w której nocowałam i ludziach, którzy tam byli. Następnie pomyślałam, że lepiej wspomnieć o cudownych mieszkańcach Brukseli, którzy nieproszeni garnęli się do udzielenia pomocy zbłąkanemu pielgrzymowi. No i nie mogę się zdecydować. Tata mówi, że to moje niezdecydowanie do niczego dobrego mnie nie doprowadzi. Ale co tam: idę na kompromis i napiszę tylko parę punktów, krótkich obrazów, migawek z tych dni:
1. Babcia (przypadkowy przechodzień), która, widząc w metrze młode twarze, na których rysowały się wyraźnie panika i brak wiedzy, pomogła nam rozeznać się w plątaninie połączeń metra i pociągów, dosłownie wpychając nas do właściwego środka komunikacji
2. Gent - parafia św. Pawła, w której nocowaliśmy, możliwie najdalsza od Brukseli, najbliższa mojemu sercu.
3. Francis i dzwonek szkolny, który budził nas na śniadanie
4. Pan konduktor w pociągu, który miał czas, żeby próbować wymówić imiona uczestników Taize wypisane na ich biletach.
5. I znowu Francis, który przewidując głód podopiecznych ze szkoły, kupił mrożoną pizzę, odgrzał u siebie w domu i pognał do szkoły na tyle szybko, żeby pizza nie wystygła.
6. Pani Maryla, którą spotkałam raz w Katowicach, a która poświęciła nam cały dzień, oprowadzając po Brukseli, opowiadając o jej historii, swojej historii i przedstawiając nam swoich przyjaciół.
7. Modlitwa.
8. Grand Place - trzy razy wydawało się nam, że wreszcie tam trafiliśmy, dopiero za ostatnim okazał się nim być naprawdę
9. Czemu wszystkich znajomych spotyka się w brukselskim Mc Donaldzie?;)
10. Muszę to napisać i dać upust swojej próżności: Francis podwiózł nas raz swoim JAGUAREM :)

9 komentarzy:

Bartek i jego gruby rudy kot pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Bartek i jego gruby rudy kot pisze...

W Brukseli jest McDonalnd? Andrzej przewodniku, dlaczego nas tam nie zaprowadziłeś?!!

Andrzej pisze...

A co mało ci jest tych pustych kalorii w Polsce?! ;P

puma27a pisze...

No tak, Bartłomiej przynajmniej raz na minutę wspominał o zaspokojeniu swojego głodu :)

Bartek i jego gruby rudy kot pisze...

Ja tylko mówiłem na głos to co wszyscy czuli w swoich żołądkach. Ty Anka nie byłaś głodna? :D

Swoją drogą Zocha nie za fajne to masz, musisz teraz jeździć do McDonalda do Brukseli żeby spotkać wszystkich znajomych :P i powiem ci ze Jaguar żaden szpan, gdyby to było czerwone Ferrari wrrr wrrr ;) to co innego.

P.S. słyszałem od jednego Poznaniaka że dobre też były frytki z majonezem za 2,5 Euro, na które też nie poszliśmy

P.S 2 dowiedziałem się o nich na tej konferencji(warsztatach) co jest kolejnym dowodem na rewelacyjność tego warsztatu(O podziale dóbr).

nardli pisze...

...a my tez byłyśmy w Mcdonald's,hehe....ale w poszukiwaniu toalety!

Bartek pisze...

No widzicie, wszyscy tam byli.;P

puma27a pisze...

Nie wszyscy - my nie.
Smucić się należy bo wynika z tego iż to miejsce spotkań towarzysko-kulturalnych ;)

Zosia pisze...

No przecież w Taize szukamy podobieństw, nie różnic. A czy Mc Donald's nie jest czymś, co łączy nasze kultury i co nas wszystkich, jak jeden mąż, przyprawi o zawał, podwyższony cholesterol albo co najmniej niestrawność? ;P

PS. Bartek, jak powiada staropolskie przysłowie: "lepszy Jaguar niż nic";P albo "lepszy Jaguar w garści niż Ferrari na dachu" :) albo "prawdziwego Jaguara poznajemy w biedzie". Więc, widzisz, nie można się przeciwstawić mądrości przodków:D A dodam, że planuje mieć w przyszłości Ferrari, więc próbuję teraz sobie urozmaicić.
PPS. Przejechałam nim całe trzy przecznice!