wtorek, 20 stycznia 2009

18 styczeń... spotkanie potaizowskie u.... -Pumy ten klimat ten "luz" Ci wspaniali ludzie są tuż tuż... :)



piątek, 16 stycznia 2009

Konkurs Kulinarny !!! ;)

Witam!

Pomyślałem że powinniśmy nagradzać tych którzy doceniają także ten błachy, pospolity, a nieraz zapominiany (o zgrozo!!!), czy odrzucany element Pielgrzymi jakim jest ciapła puszka. Dlatego Mamy zaszczyt po raz pierwszy zaprosić do Konkursu.


Osoba która jako pierwsza wymieni wszystkie warzywa z tej puszki, wygra nagrodę niepodzinkę :). Odpowiedzi proszę w języku polskim zamieszczać poniżej. :D Dodatkowo musi mieć choć jednego poważanego i znanego z prawdomówności  świadka, który potwierdzi że pięknie zjadała te posiłki. :D

 


środa, 14 stycznia 2009

;)

Żeby nie skupiać sie tylko i wyłącznie na pozytywach wyjazdu na Taize, chciałam podzielić się moją traumą! W trakcie podróży do i z Brukseli doszłam do wniosku, że cierpię na klaustrofobię autobusową!!! Na myśl o przyciasnawych fotelach i małej przestrzeni, w której musiałam egzystować przez prawie 20 h mam drgawki! Na szczęście w sytuacjach kryzysowych można było ulokować się w korytarzu autobusu. Co prawda nawet tam czasami robiło sie tłoczno, zwłaszcza kiedy zbliżała sie noc i pora snu. ..tłoczno, acz przytulnie, heheh:) Zawsze jednak była to lepsza perspektywa dla nas- umęczonych podróżą:))))!

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Linkownia :D

:) coś miłego ...
http://worship.wrzuta.pl/audio/kTD0hBQsiP/delirious_-_majesty_live

coś refleksyjnego...
http://www.wrzuta.pl/audio/m3P8HQmTtL/bartek_jaskot_-_bog_umieral

ważne info- życie
http://antifocafasting.appspot.com
ok;)
"Jesteśmy jedną z fal, które tworzą Morze"- daję wszystkim pod rozwagę:)

C.D bajki o pięknej królewnie Iwon i księżniczce Elizabeth

Przedruk maila jaki przysłała Ela :) Oto jej słowa (mam nadzieje Elu ze wszystko jest OK) :)

Przyznam się, że koronę księżniczki nadal posiadam i spoglądam na nią z nostalgią..:) a jeśli chodzi o księcia to czekam cierpliwie ;) niestety nie posiadamy z królewną Ivon fotki w koronie, ale zapewne nikt nie wątpi w naszą błękitną krew ;) heh ale tak sobie myśle, że przy najbliższej okazji dokonamy dokumentacji naszej poprzedniej koronacji ;) :D wtedy sprawa będzie jasna !

Proście a będzie Wam dane Moje przeżycia związane z TAIZE to na pewno spełnienie marzenia, od dawna chciałam wybrać się to spotkanie no i stało się;) -musiałam dosyć długo poczekać, ale dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych, w sumie kilka dni przed wyjazdem rozchorowałam się i nie byłam pewna czy pojadę, trochę czułam się udręczona tym faktem , ale wszystko postawiłam na jedna kartę, a mianowicie na kartę ufności i wary bo przecież wiara to nic innego jak trzymanie Boga za słowo.

Mam potok słów w głowie, ale cenię konkret więc postaram się streścić choć nie wiem czy mi się uda.
No więc jeśli chodzi o konwencje modlitwy TAIZE to bardzo podoba mi się prostota i to, że powtarza się słowa Psalmów lub fragmentów z Pisma Świętego wtedy można je łatwo zapamietac i wracać do nich w roznych sytuacjach dnia codziennego wtedy one wpisuja się w pamiec i zapisuja się w naszym sercu, za mna ostatnio chodza slowa psalmu "Moich myśli o Tobie jest więcej niż ziaren piasku na brzegu morza" i wiem, że tak jest, że Bóg się troszczy o nas w każdym czasie i w Brukseli o nas też się zatroszczył, przyjeli nas serdeczni ludzie i za to Chwała Panu ! i Chwała Panu za osoby prowadzące ten blog a szczególnie za Bartka który jednoczesnie daje świadectwo wiary ;) Amen !!

Historia pewnej pracy....

Praca...., nie wiem czy aby tak można nazwać to, co robiliśmy przez tych parę dni....była to po prostu działalność społeczna, służba innym....wysiłek i poświęcenie nie było wielkie, lecz cel (czystość:)) i idea jaka nam przyświecała miało niemałe znaczenie:)
Praca, która przypadła mi w udziale to...zbieranie śmieci po wieczornym posiłku na halach. Przychodziliśmy godzinę wcześniej niż wszyscy pozostali i po spożytej kolacji przystępowaliśmy do wykonywania naszego zadania. Przemykając między ludźmi zbieraliśmy śmieci, wypełniając nimi, po brzegi, niebieskie lub białe worki. 
Poczucie, że możemy w czymś pomóc, coś zrobić dla innych (choćby wziąć od nich śmieci) jest po prostu bezcenne. Sama praca dostarczyła nam mnóstwo radości, a napotkani ludzie uśmiechu i wdzięczności. Wspólna praca to kolejny element Spotkania Taize, gdzie mogliśmy doświadczyć jedności bez względu na miejsce pochodzenia:). 
Dlatego dzięki bardzo tym, którzy sprawili, że mogłam podjąć tę służbę innym:)

Taize to czas wyjątkowych chwil!

Dla mnie bardzo znaczące były spotkania w parafii. Codziennie, o tej samej porze, przychodziłam do kościoła Saint Famille, by słowami ewangelii i psalmów modlić się. Moja parafia liczyła ponad sto osób. Byli to ludzie z różnych zakątków Europy. Oczywiście my- Polacy- stanowiliśmy w niej największą grupę, ale to z pewnością nikogo nie dziwi;) I własnie podczas tych porannych spotkań wydarzały się "owe" chwile, głęboko zapadające w pamięć i serce. Razem z przyjaciółką Anią stwierdziłyśmy, że najważniejszym momentem dla nas była wspólna mmodlitwa Ojcze Nasz. Wówczas wszyscy trzymaliśmy sie za ręce i każdy w swoim języku, jednocześnie, wypowiadał słowa, które jednoczą! Pater Noster, Notre Pere, Our Father, Ojcze Nasz...rozbrzmiewało w kościele. W tej chwili świat jakby się zatrzymywał, a wewnętrzny strumień czasu każdego z nas przestawał płynąć. Ogromna siła modlitwy emanowała z tego miejsca. Doświadczyłam ekumenizmu w pełnym tego słowa znaczeniu!

niedziela, 11 stycznia 2009

Serdeczne dzięki

Pierwszy raz wybrałam się na Pielgrzymkę Zaufania w duchu Taize. Nie mogę uwierzyć, że to już tydzień od powrotu. Wydaje mi się, jakbym ledwo co przyjechała. Z chęcią czytam Wasze zapiski. Od dwóch, trzech dni zamierzam coś dopisać, lecz nie wiem od czego zacząć.Wrażenia kłębią się gdzieś w środku. Moc przemyśleń i emocji. W duszy ciągle gra ;) Słowa i melodie pieśni wryły się w pamięć i nie opuszczają mnie nawet w drodze do pracy. Proste słowa - choć w obcych językach - tak wiele znaczą.

Cieszę się, że mogłam modlić się i milczeć razem z młodymi innych krajów. (A propos to niesamowite, że w hali pełnej ludzi może być tak cicho.) W ciszy najlepiej rozmawia się z Panem. Podczas zwiedzania Brukseli pewien rozmowny "Ktoś" (co niektórzy, domyślą się o kogo chodzi ;)) zapytał mnie, dlaczego nic nie mówię. Odpowiedziałam Mu wtedy, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. I coś w tym jest, bo w ciszy można usłyszeć głos Boga. Nie twierdzę, broń Boże, abyśmy się do siebie w ogóle nie odzywali, ale czasem taka chwila ciszy (mimo zgiełku, hałasu, warkotu aut i gwaru ludzi) jest potrzebna. Możemy wtedy więcej dostrzec, zrozumieć, poczuć.

Spotkanie Młodych wspominam z radością, dlatego dzięki Panu i Wam:
  • za wspólnie przemilczane chwile w hali i poza nią
  • za wspólną modlitwę i śpiewy (choć w różnych tonacjach)
  • za wspólną pracę podczas posiłków
  • za wspólne zwiedzanie Brukseli (szczególnie pod przewodnictwem Agi, Kasi, Bartka i Andrzeja)
  • za gościnę Jeana i Nicole
  • za żarty i rozmowy na końcu autobusu
  • za wszystko, co zostawiło w mym sercu miłe wspomnienia.
A żeby spotkanie nie było tylko wspomnieniem, życzę, aby każdy pielgrzym miał dużo siły i wyrtwałości w kontynuowaniu swojej pielgrzymki w życiu codziennym. Niech ciepło, które dostaliśmy od naszych gospodarzy wypłynie z nas.

Ps. Mam nadzieję, że w niedzielę uda nam się zebrać u Ani i pogawędzić.

Priorytety

Witajcie:)

Mnie wyjazd do Brukseli przede wszystkim pokazał Priorytety:

Modlitwę, spotkanie oraz służenie sobie nawzajem w wspólnocie (w moim przypadku urocza praca śmieciarza;)) – priorytety wobec kompleksowego zwiedzania miasta i wysypiania się, co-przyznam-kusiło;)

Nieskończenie mądrą wolę Bożą – priorytet wobec moich własnych, często nietrafionych, rozeznań, co powinnam zrobić..

Zaufanie do człowieka i uważność na niego – priorytet wobec nawykowej obojętności czy reagowania uprzedzeniami.

Oddanie najwyższym wartościom – priorytet wobec zachłanności i pościgu za wszystkim jednocześnie – wyraźnie dostrzegłam słuszność takiego wyboru w rodzinie Hermannsów, która mnie gościła: szczęśliwa, spokojna, ciesząca się wzajemną obecnością, w której rodzice nie mają dylematu „rodzina czy kariera”.

Dziękuję Bogu za owe doświadczenia – które wyrwały mnie ze świętego spokoju i względnego samozadowolenia i które prowokują do poszukiwania nowych, prawdziwszych dróg bycia chrześcijaninem dzisiaj. Dziękuję Mu, że po raz kolejny mogłam się pogubić i po raz kolejny się odnaleźć – w Jego miłości. Dziękuje, że mogłam zanurzyć się w ten czas i w ten tłum jednostek , które myślą, czują i szukają podobnie.. Alleluja:)

Ps. Wspaniale, że sprawa świadomej konsumpcji znajduje miejsce w Waszych sercach:) Jest wiele informacji w sieci dla zaangażowanych w dobro świata i człowieka – również na polskich stronach - m.in. polecam wskazówki na www.wwf.pl .

sobota, 10 stycznia 2009

Migawki

Trzy razy zabierałam się do napisania tego posta. Chciałam napisać o energii, jaką czuję i o tym, że boję się ją stracić. Potem chciałam opowiedzieć o szkole w której nocowałam i ludziach, którzy tam byli. Następnie pomyślałam, że lepiej wspomnieć o cudownych mieszkańcach Brukseli, którzy nieproszeni garnęli się do udzielenia pomocy zbłąkanemu pielgrzymowi. No i nie mogę się zdecydować. Tata mówi, że to moje niezdecydowanie do niczego dobrego mnie nie doprowadzi. Ale co tam: idę na kompromis i napiszę tylko parę punktów, krótkich obrazów, migawek z tych dni:
1. Babcia (przypadkowy przechodzień), która, widząc w metrze młode twarze, na których rysowały się wyraźnie panika i brak wiedzy, pomogła nam rozeznać się w plątaninie połączeń metra i pociągów, dosłownie wpychając nas do właściwego środka komunikacji
2. Gent - parafia św. Pawła, w której nocowaliśmy, możliwie najdalsza od Brukseli, najbliższa mojemu sercu.
3. Francis i dzwonek szkolny, który budził nas na śniadanie
4. Pan konduktor w pociągu, który miał czas, żeby próbować wymówić imiona uczestników Taize wypisane na ich biletach.
5. I znowu Francis, który przewidując głód podopiecznych ze szkoły, kupił mrożoną pizzę, odgrzał u siebie w domu i pognał do szkoły na tyle szybko, żeby pizza nie wystygła.
6. Pani Maryla, którą spotkałam raz w Katowicach, a która poświęciła nam cały dzień, oprowadzając po Brukseli, opowiadając o jej historii, swojej historii i przedstawiając nam swoich przyjaciół.
7. Modlitwa.
8. Grand Place - trzy razy wydawało się nam, że wreszcie tam trafiliśmy, dopiero za ostatnim okazał się nim być naprawdę
9. Czemu wszystkich znajomych spotyka się w brukselskim Mc Donaldzie?;)
10. Muszę to napisać i dać upust swojej próżności: Francis podwiózł nas raz swoim JAGUAREM :)

piątek, 9 stycznia 2009

wojna i POKÓJ...

Myślę, że teraz moja kolej na podzielenie się osobistą refleksją na temat Spotkania w Brukseli.
Belgijskie spotkanie było moim pierwszym zetknięciem się z Wspólnotą braci z Taize i ich niezwykłą duchowością. Bardzo chciałem zobaczyć, pomodlić się i poczuć tę osławioną „modlitwę ciszy” i śpiewów. Jednocześnie trochę obawiałem się, czy mi się to spodoba (zazwyczaj bliżej mi do latynoskiego lub afrykańskiego sposobu chwalenia Boga – przez taniec i ruch). A tu takie POZYTYWNE zaskoczenie. To było tak niezwykłe i niesamowite, że nie znajduję słów, żeby to opisać (mimo iż kształcę się na kierunku humanistycznym :).


To, że młodzi ludzie całej Europy i nie tylko, siedzieli i klęczeli razem, obok siebie nie zwracając uwagi na miejsce pochodzenia, kolor skóry, język było wręcz niewiarygodne. Niestety polskie media przemilczały całe spotkanie i zakończyło się na malutkiej wzmiance na „pasku informacyjnym” u dołu ekranu. A szkoda :( bo w chwili kiedy na Bliskim Wschodzie toczy się wojna pomiędzy Izraelem a Autonomią Palestyńska ludzie powinni zobaczyć, że ludzie mogą żyć w pokoju mimo różnic. Modlić się razem mimo różnic dogmatycznych. Przecież właśnie w Brukseli – stolicy Unii Europejskiej i NATO, to przesłanie pokoju ma tak ważne znaczenie.

Na koniec muszę jeszcze skomentować gościnność mieszkańców Brukseli. Osobiście w kraju powszechnie uważanym za katolicki, ale zlaicyzowany nie spodziewałem się fajerwerków dla młodych pielgrzymów pokoju. Zastaliśmy jednak zupełnie coś innego. Bruksela była PIERWSZYM miastem w Zachodniej Europie gdzie prawie 100% uczestników Europejskiego Spotkania Taize mieszkało u rodzin. Podobnie ja. Razem z Bartkiem (pomysłodawca i twórca tej strony) mieszkaliśmy u bardzo sympatycznej pani J. Struman :) która przyjęła nas pełnią swojego serca i radości.

Pozdrowienia dla wszystkich z końca autobusu i nie tylko ;)

środa, 7 stycznia 2009

Jeszcze raz Boże Narodzenie :D

Jak donosi nasz zaprzyjaźniony blog "świecki katolig" ( http://swieckikatolik.blogspot.com/2009/01/boe-narodzenie-7-stycznia.html )    dziś Boże narodzenia obchodzą chrześcijanie obrządku wschodniego, prawosłani i greko katolicy"

Pragniemy i my przyłaczyć sie do życzeń. Owocnego czasu Narodzin Boga!

moja pierwsza refleksja:)

Nareszcie mogę podzielić się moimi spostrzeżeniami w tym miejscu! Refleksji jest naprawdę bardzo wiele, jednak moje odczucia trudno wyrazić w słowach.
...chciałabym zacząć od końca, tzn. od soboty, już w domu, nie w Brukseli, nie na końcu autobusu...obudziłam się o 12.30, było mi dziwnie, czułam, że czegoś mi brakuje, a jednocześnie miałam wrażenie, że coś zyskałam...wyjatkowego i potrzebnego w moim życiu!...od razu chciałam wszystko zapisać, ale wiedziałam, że będzie to trudne... rozpoczęłam dzień z tysiącem myśli w głowie, wspomnień świeżych, intymnych, osobistych...myślałam o Pani Janssen i o jej wielkim sercu, o uroczym, przytulnym mieszkanku, w którym czułam się po prostu bezpiecznie, wspominałam parafię Saint Famille...przyjazne twarze, ciepłe spojrzenia, szczere uśmiechy, wymowne gesty, delikatne brzmienia, słowa płynące prosto z serca, myslałam o tysiącach i o każdym z osobna, o sobie i o nim, o tym , że wszyscy przybyliśmy do tego miejsca i spotkalismy się W JEDNYM CELU!
W Brukseli, po raz kolejny, uświadomiłam sobie, że Pan Bóg przychodzi do nas w drugim człowieku, że w ten sposób, za posrednictwem ciebie i mnie, możemy Go kontemplować, "dotykac", "smakować" i tego doświadczyłam najmocniej!

Duchowe wrażenia


Nadszedł taki czas dla mnie, że stwierdziłem, że napisze coś. Od samego przyjazdu gnębi mnie jakaś choroba, z tej też to przyczyny nie udzielałem, sie jakoś widocznie. Dzisiaj jest już lepiej, choć zdrowy jeszcze nie jestem. Za bardzo biegałem po polu z tymi bagażami i doigrałem się;) jakiegoś przeziębienia. No, ale nie o chorobie będzie:)

Postanowiłem, że napisze kilka części tego, co przeżyłem a znaczne od przeżyć duchowych.

Nie są one jakieś wielkie, choć mi wystarczają. Z całego pobytu najbardziej pozostały mi słowa o tym, że powinniśmy tam gdzie jesteśmy w naszych parafiach spotykać sie razem i trwać na modlitwie, nawet, gdy jest nas tylko 2 lub 3 osoby. Uderzyło mnie to, dlatego bo nas właśnie było troje z jednej parafii, tak jakby to było zaproszenie. No zobaczymy co z tego wyjdzie i co na to pozostał dwójka;). No a kolejna rzecz to te słynne wykłady o bardziej sprawiedliwym podziale, (o których chyba już każemy mówiłem w autobusie;)),dokładnie temat tego warsztatu brzmiał: ” W kierunku świadomej konsumpcji: bardziej uczciwy podział dóbr, aby wesprzeć trwały rozwój”. Wykład b. mi się podobał i treści myślę, że są też warte rozpropagowania. Jej autorzy zachęcali do tego, aby po prostu zacząć bardziej rozważnie podchodzić do tego, co kupujemy i używamy, być świadomym tego, że nie żyjemy sami i że po nas też ktoś tu będzie żyć. Zauważyli obecny stan ekonomiczny opierający, sie na ciągłym wzroście konsumpcji jest zły, gdyż zdolność produkcyjna ziemi jest ograniczona (i jej zasoby też) w taki stanie namawianie do tego, aby np. co roku zmieniać auta na nowe jest chore. Żałuję, że w Polsce nie jest to jakoś szerzej rozwinięte z miłą chęcią bym sie w coś takiego zaangażował. Na razie postaram się sie mnie zużywać wody.(no ale przykładów była masa) 

Co do przeżyć duchowych jeszcze, to dużo dała mi posługa w "church team", pomimo tego że nie mogłem sie zbytnio na modlitwie skupić, za to mogłem już po, posiedzieć na takim "sam na sam" z Panem Bogiem, co było bogactwem dla mojego ducha. Również czas, gdy modliłem się w kręgu przed krzyżem był b. owocny i odbudowujący.

To na razie tyle

ale już za to Chwała Panu!

P.S. Zdjęcie jest autorstwa Jana :), zrobione oczywiście pomimo zakazu :D (nie che nic  mówic ale to był rejon Pumy i Andre :))


wtorek, 6 stycznia 2009

Holy Family i bajka o smerfetce, królowej i księżniczce:)

Sympatyczna Pani zachęcająca wszystkich przybyłych do Kościoła pw. Świętej Rodziny do posilenia się pysznymi ciasteczkami i zagrzania się gorącą herbatką... Pani, która z dobrocią wypisaną na twarzy, traktowała nas jak najlepsze dzieci ze szkoły, w której kiedyś uczyła...

Sympatyczny Pan skrupulatnie wypełniający listę zawierająca podstawowe dane przybyłych pielgrzymów... Jak przystało na prawdziwego bankowca, spokój i staranność stanowiły o powodzeniu w pełnieniu tej funkcji. 

Madame Anne i Monsieur Pierre to właśnie NASZA RODZINA. 
Ludzie, którzy szeroko otworzyli dla nas drzwi swojego domu. 
Traktowali nas (Elizabeth i mnie – Iwon) jak swoje córki, których nie mieli, bo Bóg obdarzył ich 3 synami. Można się tylko cieszyć, że mogliśmy się spotkać i przeżyć tyle pięknych chwil razem. Dzięki za to Bogu.

....ale taize to całe mnóstwo ludzi emanujących dobrem na wszystkie strony....i całe mnóstwo duchowych sprzężeń między nami no i oczywiście tym Najwyższym:)

....a teraz a’ propos Święta Trzech Króli: Tak, zostałam Królową:)! Mianowaną zresztą przez samego Pana domu...... więc to było tak: ....dawno, dawno temu (jakieś 5 dni temu)....w piękny noworoczny dzień, przy rodzinnym stole spożywaliśmy obiad. A po obiedzie był deser czyli ciasto z niespodzianką. Tą niespodzianką był smerf. W końcu Belgia to jego ojczyzna.
Ten lub ta, który(-a) znalazł(-a) ową niespodzianką w swoim kawałku ciasta dostawał(-a) cudownej urody koronę i stawał(-a) się królem lub królową.
Smerf płci żeńskiej, znaczy smerfertka, znalazła się w ustach Pana Pierre’a, a Pan Pierre przekazał koronę na mą głowę, tym samym mianując mnie QueenJ
Ale Ela też dostała koronę, tylko że do niej zwracali się jako księżniczka:)
...i wszyscy byli szczęśliwi:)

Niech ten płomień miłości i radości płonie w nas jak najmocniej i jak najdłużej:)



Objawienie Pańskie (czyli Trzech Króli)


Boże pełen miłości,

w naszych ciemnościch

przychodzisz rozpalić 

wewnętrzny płomień.

W dniu Twego Objawienia 

możemy pojąć,

że to nie my jesteśmy

żródłem tego światła,

lecz Duch Święty,

który w głębi nas mieszka.

brat Roger

poniedziałek, 5 stycznia 2009

:)

oczywiście że to dopiero początek naszej drogi która zaprowadzi nas prosto do Poznania:D teraz musimy sie tylko postarać przekonać innych ludzi że warto jest czasem coś poświęcić żeby zyskać dużo więcej - mocniejszą wiarę i nowych przyjaciół:)

być może uda się nam zasiać ziarno wiary którego żniwa zobaczy cały świat nie tylko Europa:)

ja miałam okazję odczuć na własnej skórze co znaczy jedność chrześcijan nie tylko w Brukseli ale także na poprzednich etapach Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię w Zagrzebiu i Genewie i bynajmniej nie żałuję że nie mogłam spędzić wolnego czasu w domu z rodziną wręcz przeciwnie cieszę się że mogłam pokazać innym ludziom co to znaczy jednoczyć się w Chrystusie:)

efektem tego wszystkiego jest zaproszenie jakie otrzymałam od rodziny u której mieszkałam w Brukseli -> jeżeli kiedykolwiek bedę w Brukseli wystarczy zadzwonić a oni przyjmą mnie z chęcią pod swój dach:) to jest namacalny dowód na to że nie istnieje różnica pokoleń jeśli pośród ludzi wkracza Chrystus:)

dziękować za to mogę tylko Bogu:)

niedziela, 4 stycznia 2009

To dopiero początek :)

Nie należy się smucić, że coś się skończyło, ale należy się cieszyć, że w ogóle miało miejsce :) Teraz od nas zależy co zrobimy dalej z tymi przeżyciami, doświadczeniami, które tam zostały w nas poruszone. Podładowaliśmy baterie, ale musimy się dzielić tą energia z innymi. Nie wolno nam jej zatrzymać tylko dla siebie. Spróbujmy zainteresować, „zarazić” naszych znajomych tak jak kiedyś ktoś zrobił to z nami.


Kolejny etap Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię wymagał od niejednego z nas wyrzeczeń. Od nas przybywających do Brukseli czasu, pieniędzy, siły, chęci, otwartości na Boga i ludzi. Od mieszkańców Brukseli dokładnie tego samego. Niesamowite jest to jak obcy ludzie otwierają się na pielgrzymów, jak są ciekawi nas, naszych rodzinnych stron. Chciałam tutaj podziękować Wandzie i Firminowi, którzy przyjęli nas tak serdecznie, że słowami nie sposób wyrazić radości i wdzięczności za okazane serce i zrozumienie. Dobroć, która od nich biła była tak naturalna i piękna, że jedynym logicznym wytłumaczeniem jest to, że my w nich, a Oni w nas rozpoznali obecność Boga.


Poza tym cudownym doświadczeniem jest to, że w jednym miejscu możemy spotkać tylu młodych ludzi dla których wiara i Bóg są priorytetem w dzisiejszych czasach. Pomimo tego co nam się wmawia za pośrednictwem mediów. My nie chcemy podziałów, my chcemy jedności, wspólnoty – communio. My nie szukamy różnic tylko podobieństw. Bardzo prosty przykład mi się przypomina. Podczas zabawy Święta Narodów, polski taniec tłumaczony Niemcom: „pięta, palce, raz, dwa, trzy…” na co oni „ aha hacken, spitzen, eins, zwei, drei…” do tego jeszcze dołączmy uśmiech i chęci, a sukces murowany. Najważniejsze w tym wszystkim jest zachowanie prostoty umysłu i serca. A wspólna modlitwa jest dopełnieniem i potwierdzeniem tych naszych poglądów i poczynań.


Summa summarum spędziłam z Wami cudowny czas w Brukseli za co dziękuję Panu i całej grupie :)


Pozdrawiam wszystkich spotkanych i niespotykanych w Brukseli

Wszystko ma swój początek i koniec

fajnie było ale się skończyło. no cóz przygoda była super, poznaliśmy wielu nowych ludzi i nieoczekiwanie spotkaliśmy starych znajomych :) mam nadzieję, ze tym razem ten blog nie umrze śmiercią naturalną jak to się stało w zeszłym roku :)))

:(

szkoda tylko że tak krótko to wszystko trwało:(
nie wiem jak reszta ale ja bawiłam sie świetnie pomimo tego że bolały mnie nogi i kręgosłup:))))
za to towarzystwo na parafii było pierwsza klasa:D (zwłaszcza klerycy;))

sobota, 3 stycznia 2009

i z powrotem

Już w domu,

Na razie jeszcze żeby zmęczony żeby napisać coś szczegółowo.

Jedno wiem było b. dobrze i Bogu dzięki za ten czas i tych ludzi.

Ps.

Wszyscy, którzy byli tam z nami w Brukseli i chcą cos napisać (a oczywiście każdy chce), zamieścić zdjęcie i t. p.--> piszcie do mnie yottael@gmail.com a ja dam wam dostęp do publikowania postów. Dzielmy się tym, co było nam dane przeżyć, aby i inni mogli mieć z tego pożytek